Procesy

Mapowanie procesów biznesowych — co to jest i jak je zrobić

Mapowanie procesów biznesowych to rozrysowanie przebiegu pracy krok po kroku — od zdarzenia, które proces uruchamia, przez wszystkie czynności, decyzje i systemy, aż po efekt końcowy. Powstaje z tego mapa procesu: jeden obrazek, na który patrzy cały zespół i widzi to samo.

Brzmi banalnie. W praktyce to najczęściej pomijany etap każdego usprawnienia — i najczęstsza przyczyna tego, że usprawnienie nie działa. Automatyzacja procesu, którego nikt nie potrafi narysować, przyspiesza bałagan zamiast go usuwać.

Mapa procesu obsługi zamówienia: wyzwalacz, cztery kroki, jedna decyzja i dwa zakończenia, z zaznaczeniem systemów i osób odpowiedzialnych za każdy krok.


Po co się mapuje procesy?

Mapa procesu odpowiada na pytania, na które w rozmowie każdy odpowiada inaczej:

  • Kto właściwie jest właścicielem procesu: nie kto go wykonuje, tylko kto odpowiada za to, że działa.
  • Ile kroków naprawdę ma proces: zwykle o kilka więcej, niż pamięta osoba, która go opisuje.
  • Gdzie proces czeka: przestoje między krokami są niewidoczne, dopóki nie zobaczy się ich obok siebie.
  • Ile systemów bierze udział: liczba przeskoków między aplikacjami to najlepszy pojedynczy wskaźnik tego, ile da się tu zaoszczędzić.
  • Które kroki są decyzją, a które czynnością: to rozróżnienie przesądza o tym, co da się zautomatyzować, a co zostaje przy człowieku.

Bez mapy każda z tych odpowiedzi jest opinią. Z mapą staje się faktem, o którym można się spierać na konkretach.


Co zawiera dobra mapa procesu?

Mapa nie musi być ładna. Musi być kompletna. Pięć elementów, bez których nie jest mapą, tylko rysunkiem:

ElementCo zapisujeszTypowy błąd
Wyzwalaczzdarzenie uruchamiające proces„proces zaczyna się rano" — to nie zdarzenie
Krokiczynności w kolejności wykonaniałączenie trzech czynności w jeden krok
Decyzjepunkty rozgałęzienia i warunekpominięcie ścieżki „a jeśli nie"
Systemygdzie dane wchodzą i wychodząpominięcie arkuszy i skrzynek mailowych
Właścicielkto odpowiada za każdy krokwpisanie działu zamiast roli

Najczęściej pomijany jest ostatni wiersz. Proces, w którym przy trzech krokach z ośmiu widnieje „dział handlowy", nie ma właściciela — ma alibi.


Jaką notację wybrać?

Nie ma jednej dobrej odpowiedzi, jest dobór do celu.

Schemat blokowy — prostokąty, romby, strzałki. Rozumie go każdy bez szkolenia. Wystarczy do 90% procesów w małej i średniej firmie i to od niego radzę zaczynać.

Diagram z torami (swimlane) — ten sam schemat, ale podzielony poziomymi pasami według osób lub działów. Warto go użyć wtedy, gdy proces przechodzi między działami, bo natychmiast pokazuje przekazania, a to w nich najczęściej ginie czas.

BPMN 2.0 — formalna notacja z rozbudowanym słownikiem symboli. Sensowna, gdy mapa ma być podstawą wdrożenia systemu klasy workflow albo gdy wymaga jej audyt. W typowej firmie usługowej jest przerostem formy: zespół spędza więcej czasu na uczeniu się symboli niż na opisaniu procesu.

Zasada, którą stosuję: notacja jest dobra wtedy, gdy osoba wykonująca proces potrafi wskazać na mapie swój krok bez tłumaczenia. Jeśli tego nie potrafi, mapa opisuje wyobrażenie o procesie, a nie proces.


Jak wygląda sesja mapowania?

Mapowanie nie jest zadaniem analityka przy biurku. Jest rozmową z osobami, które proces wykonują.

Typowa sesja dla jednego procesu zajmuje 60–90 minut i obejmuje 2–4 osoby: wykonawców kroków plus osobę, która odbiera efekt końcowy. Dłuższe spotkania nie dają lepszych map — dają mapy szersze, obejmujące trzy procesy naraz, których potem nikt nie potrafi rozdzielić.

Przebieg, który sprawdza się najlepiej:

  • Zacznij od końca: zapytaj, co jest efektem procesu, i cofaj się. Pytanie „co musiało się wydarzyć, żeby to powstało" daje pełniejsze odpowiedzi niż „co robisz najpierw".
  • Rysuj na oczach uczestników: mapa powstająca na żywo jest korygowana od razu. Mapa rysowana po spotkaniu wraca z poprawkami tydzień później.
  • Zapisuj wyjątki osobno: „a jak klient jest z zagranicy, to inaczej" — to nie jest szczegół, to druga ścieżka procesu.
  • Nie poprawiaj w trakcie: sesja mapowania służy opisaniu stanu faktycznego. Usprawnienia przychodzą później i wymagają innej rozmowy.

Ten ostatni punkt jest najtrudniejszy. Kiedy proces zostaje rozrysowany, absurdy stają się widoczne i wszyscy chcą je od razu naprawiać. Warto je zapisać na boku i wrócić do nich po zamknięciu mapy — inaczej spotkanie kończy się listą pomysłów zamiast mapą.


Stan obecny czy stan docelowy?

To dwie różne mapy i mylenie ich jest najkosztowniejszym błędem w całym ćwiczeniu.

Mapa stanu obecnego opisuje to, jak proces przebiega naprawdę — z obejściami, arkuszem, którego nie ma w żadnej procedurze, i telefonem do Ani, bez którego nic nie ruszy. Jest brzydka i ma być brzydka.

Mapa stanu docelowego opisuje to, jak proces ma przebiegać po zmianie. Powstaje po pierwszej, nigdy zamiast niej.

Firmy, które rysują od razu stan docelowy, projektują usprawnienie procesu, którego nie znają. Zwykle kończy się to wdrożeniem, które omija najważniejsze wąskie gardło, bo nikt nie zauważył, że ono w ogóle istnieje.


Najczęstsze błędy

  • Mapowanie procesu, który za chwilę się zmieni. Jeśli firma właśnie wymienia system, poczekaj. Zmapujesz stan, który za miesiąc będzie nieaktualny.
  • Zbyt duży zakres. „Zmapujmy sprzedaż" to nie proces, to obszar. Proces to „obsługa zapytania ofertowego od wpłynięcia do wysłania oferty".
  • Mapa bez czasu. Sam przebieg mówi mało. Dopisanie przy krokach czasu trwania i czasu oczekiwania zmienia mapę w narzędzie decyzyjne — widać, że krok trwa 5 minut, ale czeka 2 dni.
  • Jedna osoba jako źródło. Proces opisany przez kierownika i ten sam proces opisany przez wykonawcę to zwykle dwa różne procesy. Prawdziwy jest ten drugi.
  • Mapa, która nie ma właściciela po sesji. Dokument, do którego nikt nie wraca, dezaktualizuje się w kilka miesięcy.

Co dalej po mapie?

Mapa sama w sobie nie oszczędza czasu. Oszczędza go decyzja, którą na jej podstawie podejmujesz. Zwykle jedna z trzech:

  • Usuń krok. Najtańsze usprawnienie to takie, w którym coś przestaje być robione. Mapy regularnie ujawniają raporty, których nikt nie czyta.
  • Skróć oczekiwanie. Jeśli krok trwa minuty, a czeka dni, problemem nie jest wykonanie, tylko przekazanie.
  • Zautomatyzuj przepisywanie. Każde miejsce, w którym człowiek przenosi dane z jednego systemu do drugiego, jest kandydatem do automatyzacji — i to od nich zaczynamy najczęściej.

Dopiero po tej decyzji ma sens rozmowa o narzędziach. Kolejność odwrotna — najpierw narzędzie, potem proces — jest najkrótszą drogą do wdrożenia, które działa i nikomu nie pomaga.

Praktyczny przebieg mapowania krok po kroku opisałem w osobnym tekście: jak zmapować proces w firmie. Jeśli wolisz zobaczyć to na konkretnym przypadku, mamy też mapowanie procesu na przykładzie obsługi zamówienia.

Mapowanie jest u nas drugim krokiem każdego wdrożenia — przed wyborem narzędzia i przed wyceną. Jeśli chcesz zacząć od tego etapu, zobacz, jak wygląda automatyzacja procesów od strony przebiegu współpracy.

Chcesz wdrożyć automatyzację w swojej firmie?

Umów darmową konsultację — pokażemy, jak zastosować wiedzę z tego artykułu w praktyce.

Bezpłatnie. Bez zobowiązań. 30 minut, które mogą zmienić Twoją firmę.